poniedziałek, 18 listopada 2013

Yantra 2

Omomomom, jesteście okrutni, nie daliście mi spokoju (Eren, Yankesss, dobrze wiecie o kim mówię (´^`)) dlatego ja dość okrutnie zakończyłam część drugą. Ma być spokój na co najmniej tydzień~ xD
Tak czy siak dziękuję wszystkim innym, że nie zawracali mi ciągle głowy (jak co niektórzy, wasza dwójka - czaję się na was (`∇´)ψ), bo to naprawdę upierdliwe ;__;. Chciałam podziękować jeszcze za dużą ilość widzów. Jak zobaczyłam ile wyświetleń miała pierwsza część, to bardzo się ucieszyłam, arigatou gozaimasu!
A tak, jeszcze dodam: W opowiadaniu na początku użyłam narracji trzecioosobowej, a potem pierwszo, ale to dlatego, żeby tak jakby 'dokładniej' opisać wam myśli postaci ;u; +Przepraszam za to, że opowiadanie jest jakieś nudnawe i opiera się praktycznie na samej rozmowie ;_; Mówiłam już, że brakuje mi weny, nienawidzę siebie za to, że postanowiłam wam to napisać D: xD
To chyba na tyle, a teraz zapraszam już każdego do czytania~~

----------------------------------------------------------------


- C-Co jest... - półprzytomnego Yankesssa zbudziło dziwnego rodzaju drganie. Dodatkowo było chłodno, więc zaniepokojony otworzył ze zdziwieniem oczy. - CO DO...?! Hee, Eren?!
- Ciichaj, Yankesss. Petra i Mikasa są już wystarczająco zdenerwowane, lepiej dla nas, żebyś siedział cicho.
- Eren, co jest?! Gdzie mnie niesiesz i czemu?! - srebrnooki był zdezorientowany i zdenerwowany na dobre. Nie wiedział co się dzieje, nie pamiętał za wiele.
- Do domu.
- D-Domu?... - zapytał jakby sam siebie nieco zbity z tropu.
- Noo, tam, do Petry. Mieszkasz z nią, tak? - Erenowi zrobiło się trochę głupio, więc myśląc, że się pomylił, wydusił z siebie nerwowy śmiech. Za moment miał mu się skończyć gaz, więc trochę przyspieszył, żeby zdążyć przed końcem.
- Aha.. N-No tak.. Tak jakby...
- Ooj, a co to za rumieniec? - rozbawiony Eren odstawił chłopaka na ziemię i wskazał palcem na jego twarz.
- J-Jaki rumieniec?! Ej, dajże mi spokój... - schował twarz za przydługimi włosami i zaczął szukać kluczy, które wcześniej dała mu Petra. Kiedy je znalazł, otworzył drzwi i niepewnym gestem zaprosił nowo poznanego do środka. Chłopak bez wahania wszedł, w progu zdjął buty i uwalił się na kanapie w salonie. Podobnie uczynił Yankesss i po zdjęciu butów stanął w progu patrząc na Erena.
- Wiesz... - zaczął - Mikasa, Petra i Armin zaraz tu będą, więc chyba możemy się pożegnać. - zachichotał Eren.
- C-Co masz na myśli, mówiąc "pożegnać"? Co oni ci zrobią?! - Yankesss nie wiedząc, jak zareagować na wybuch śmiechu kolegi zrobił dziwną minę i patrzał wyczekująco.
- Chyba przeżyję... Chociaż nie wiem jakie obrażenia przyniosą mi kontakty z Petrą. W razie czego staniesz po mojej stronie? - zrobił dziubek i popatrzał błagalnym wzrokiem na Yankesssa, niemalże płacząc.
- Ej, no chyba nie będzie tak źle.. A-Ale ja nadal nie wiem o co ci cho...
- EEREEEEN!!! - już od progu zawołała groźnie piwnooka (duże litery, wow wow, tak wiele wykrzykników, nie uszanowanko dla Erena, uhuh ~dop. autorka)
- Yhm..!? - wyjęczał coś dziwnego w odpowiedzi, po czym zakrył się poduszką i schował za Yankesssem. Natomiast Mikasa, nawet nie myśląc o zdjęciu butów, pobiegła do salonu i przytuliła się do przyszywanego brata (tj. rzuciła się nań ;.; ~dop. autorka).
- Eren, martwiłam się! Nie rób więcej takich głupstw, bo pożałujesz! Jesteś cały!? - wołała wystraszona czarnowłosa, oglądając Erena dokładnie od stóp do głów.
- Oi, spokojnie, żyję przecież - jak widać.. Jesteś przewrażliwiona, to jest strasznie irytujące! Dałabyś mi się w końcu usamodzielnić!
- Gomene, Eren, naprawdę... Nie chcę tylko, by coś ci się stało. - puściła chłopaka i wbiła smutny wzrok w podłogę, a potem w osłupiałą Petrę z dziwnym wyrazem twarzy.
- O-Oh.. Rozumiem, ch-chyba... - poklepał siostrę po ramieniu, a potem się odwrócił i również spojrzał na Petrę, wyglądając przez ramię Yankesssa i nie zwracając na niego uwagi.
- Co jest, Petra? (nie, to nie miało brzmieć jak naśladowanie Jean'a, wcale, a wcale xD ~dop. autorka)
- Yankesss... Krwawisz. - powiedziała tylko, olewając docinkę Erena, po czym całkowicie zbladła.
- Co? - ten przyłożył sobie dłoń do czoła, a potem do nosa - Szlag, faktycznie! - po chwili Petra się ocknęła i podbiegła do niego sprawdzając mu temperaturę - Masz gorączkę, jesteś jeszcze osłabiony! - krzyknęła przestraszona.
- Niech weźmie zimny prysznic i spłucze tą krew, a potem położy. - wtrącił w końcu niezauważony jak dotąd Armin - Masz tu opatrunki, prawda, Petro?
- T-Tak, o-oczywiście, już wcześniej się nim zajmowałam... - odpowiedziała - Yankesss, łazienka jest na górze, kiedy skończysz, to mnie zawołaj, a ja ci założę opatrunek.
- Ee.. Zgoda.
- A z tobą - spojrzała z błyskiem w oczach na Erena - rozliczę się kiedy indziej. Masz szczęście, że są tu ludzie. - Eren w odpowiedzi tylko aktorsko odegrał przerażenie upuszczając poduszkę, stawiając nogę krok do tyłu, unosząc ręce na wysokość ramion i robiąc niby przestraszoną minę, na co dziewczyna zmarszczyła brwi i cicho prychnęła. Czasami chłopak stawał się naprawdę irytujący, coś się w nim zmieniło. Petra sądziła, że albo coś ukrywa, albo po prostu dojrzewa, jednak nie dociekała w tej sprawie. - Idiota. Yankesss, poradzisz sobie? - z oschłego tonu nagle zmieniła go na bardzo smutny i troskliwy.
- T-tak. Oczywiście, że tak... - odwrócił wzrok i speszony pognał do łazienki.
- Cieszę się, w razie co wołaj! - krzyknęła uśmiechnięta, po czym przybrała twarz psychopatki... Wróć. Przybrała postać Yuno Gasai [nie wiem jak można nie wiedzieć, o kim mowa, ale lepiej dodam załącznik http://www.zerochan.net/809920#full ;w; ~dop.autorka] i zakładając ręce za plecy pochyliła się nad Erenem. - Nigdy więcej się do niego nie zbliżaj. Inaczej porozmawiamy innym sposobem - wyciągnęła pięść i uśmiechnęła się psychicznie na myśl o krwi Erena na jej rękach.
- Cz-czekaj! K-Kapral L-Levi n-nie byłby zadowolony... - wystraszony zachowaniem Petry wziął najlepszy argument, który w tej chwili mógł wymyślić, aby się obronić. Wiedział, że jak to nie wypali, to będzie po nim..
- Levi Heichou? Ale co on ma do rzeczy? - dziewczyna wyprostowała się i kątem oka przyuważyła Armina trzymającego Mikasę, która najwyraźniej była gotowa wkroczyć do akcji.
- N-No ten... W końcu należymy do jego oddziału i w ogóle... Powinniśmy utrzymywać dobre kontakty ze sobą i współpracować.. Ch-chyba... - spuścił wzrok i zaczął pocierać nogą o podłogę, jak gdyby chciał coś dopowiedzieć, ale nie mógł. Petra zrobiła tylko pytającą minę i postanowiła już go dzisiaj zostawić w spokoju z myślą, że przemocą i tak nic nie zdziała.


~*~*~*~*~*~*~*~*  OPOWIADA YANKESSS  
~*~*~*~*~*~*~*~*


- Yankesss, poradzisz sobie? - zapytała mnie troskliwie i tak jakby... smutno? Sam nie wiem. Nie wiem nawet czy powinienem tej kobiecie ufać. Przecież dopiero co się poznaliśmy... Chociaż... Coś mnie do niej ciągnęło, definitywnie. Mówiła też, że zajmowała się mną kiedy zemdlałem.. No tak.. Od razu po przebudzeniu się poznałem tego anioła. Czy to, o czym ja teraz opowiadam ma w ogóle jakiś sens? Chyba nie...
- T-tak, oczywiście, że tak... - odwróciłem wzrok i pobiegłem do łazienki.
Po jaką cholerę ja się tak jąkam?! To strasznie niepodobne do mnie.. Odkąd tu jestem czuje się inaczej. Tak... swobodniej? Ale... Uh. Ta sytuacja jest dla mnie strasznie ciężka. Ci ludzie są... Dziwni? Irytujący? Ale właściwie czym ja się różniłem od nich?
Już po chwili byłem w łazience. Spojrzałem w lustro. Chyba nie wyglądałem tak źle... Oczywiście pomijając krew ciurkiem cieknącą mi z nosa i czoła.. lub gdzieś tam z głowy. Nie wiem. Dobra. Jednak wyglądałem tak źle. Cała grzywka lepiła mi się od krwi. Co mi się stało, to przez Erena?
Byłem strasznie zmęczony i osłabiony, wszystko mnie bolało. Moja jasna skóra była teraz jeszcze bledsza niż zazwyczaj. Zacząłem się martwić. Bolał mnie brzuch... Nie wytrzymam tego, cholera!
Zdjąłem z siebie ciuchy i wszedłem pod prysznic, gdzie już po chwili ze słuchawki wyleciał chłodnawy strumień wody. "Uch, jak dobrze. Tak zimno..." pomyślałem. Postałem tak z kilkanaście minut rozmyślając o całej sytuacji, rozważając wszystkie możliwe opcje, jak ja się tu w ogóle dostałem. Do tego świata. Do przeszłości. Oczywiście im więcej myślałem, tym bardziej bolała mnie głowa, więc nie wyciągnąłem z moich rozmyślań żadnych wniosków. Jednakże ten prysznic dobrze mi zrobił.
Zakręciłem wodę, wytarłem ręcznikiem moje włosy oraz ciało i ponownie się ubrałem. Zdecydowanie lepiej się czułem bez zlepionych krwią włosów.
Stwierdzając, że jakiekolwiek opatrunki będą zbędne, zszedłem od razu do salonu, gdzie zastałem tylko Petrę. "Goście" już chyba wyszli. Tym lepiej dla mnie. Kiedy brałem prysznic, coś mnie pchnęło i postanowiłem porozmawiać z piwnooką....









CDN.

1 komentarz:

  1. I znów wspaniałe opowiadanie ;u; chociaż boje się tej wersji Petry alal Yuno Gasai ._.

    OdpowiedzUsuń