poniedziałek, 18 listopada 2013

Yantra 2

Omomomom, jesteście okrutni, nie daliście mi spokoju (Eren, Yankesss, dobrze wiecie o kim mówię (´^`)) dlatego ja dość okrutnie zakończyłam część drugą. Ma być spokój na co najmniej tydzień~ xD
Tak czy siak dziękuję wszystkim innym, że nie zawracali mi ciągle głowy (jak co niektórzy, wasza dwójka - czaję się na was (`∇´)ψ), bo to naprawdę upierdliwe ;__;. Chciałam podziękować jeszcze za dużą ilość widzów. Jak zobaczyłam ile wyświetleń miała pierwsza część, to bardzo się ucieszyłam, arigatou gozaimasu!
A tak, jeszcze dodam: W opowiadaniu na początku użyłam narracji trzecioosobowej, a potem pierwszo, ale to dlatego, żeby tak jakby 'dokładniej' opisać wam myśli postaci ;u; +Przepraszam za to, że opowiadanie jest jakieś nudnawe i opiera się praktycznie na samej rozmowie ;_; Mówiłam już, że brakuje mi weny, nienawidzę siebie za to, że postanowiłam wam to napisać D: xD
To chyba na tyle, a teraz zapraszam już każdego do czytania~~

----------------------------------------------------------------


- C-Co jest... - półprzytomnego Yankesssa zbudziło dziwnego rodzaju drganie. Dodatkowo było chłodno, więc zaniepokojony otworzył ze zdziwieniem oczy. - CO DO...?! Hee, Eren?!
- Ciichaj, Yankesss. Petra i Mikasa są już wystarczająco zdenerwowane, lepiej dla nas, żebyś siedział cicho.
- Eren, co jest?! Gdzie mnie niesiesz i czemu?! - srebrnooki był zdezorientowany i zdenerwowany na dobre. Nie wiedział co się dzieje, nie pamiętał za wiele.
- Do domu.
- D-Domu?... - zapytał jakby sam siebie nieco zbity z tropu.
- Noo, tam, do Petry. Mieszkasz z nią, tak? - Erenowi zrobiło się trochę głupio, więc myśląc, że się pomylił, wydusił z siebie nerwowy śmiech. Za moment miał mu się skończyć gaz, więc trochę przyspieszył, żeby zdążyć przed końcem.
- Aha.. N-No tak.. Tak jakby...
- Ooj, a co to za rumieniec? - rozbawiony Eren odstawił chłopaka na ziemię i wskazał palcem na jego twarz.
- J-Jaki rumieniec?! Ej, dajże mi spokój... - schował twarz za przydługimi włosami i zaczął szukać kluczy, które wcześniej dała mu Petra. Kiedy je znalazł, otworzył drzwi i niepewnym gestem zaprosił nowo poznanego do środka. Chłopak bez wahania wszedł, w progu zdjął buty i uwalił się na kanapie w salonie. Podobnie uczynił Yankesss i po zdjęciu butów stanął w progu patrząc na Erena.
- Wiesz... - zaczął - Mikasa, Petra i Armin zaraz tu będą, więc chyba możemy się pożegnać. - zachichotał Eren.
- C-Co masz na myśli, mówiąc "pożegnać"? Co oni ci zrobią?! - Yankesss nie wiedząc, jak zareagować na wybuch śmiechu kolegi zrobił dziwną minę i patrzał wyczekująco.
- Chyba przeżyję... Chociaż nie wiem jakie obrażenia przyniosą mi kontakty z Petrą. W razie czego staniesz po mojej stronie? - zrobił dziubek i popatrzał błagalnym wzrokiem na Yankesssa, niemalże płacząc.
- Ej, no chyba nie będzie tak źle.. A-Ale ja nadal nie wiem o co ci cho...
- EEREEEEN!!! - już od progu zawołała groźnie piwnooka (duże litery, wow wow, tak wiele wykrzykników, nie uszanowanko dla Erena, uhuh ~dop. autorka)
- Yhm..!? - wyjęczał coś dziwnego w odpowiedzi, po czym zakrył się poduszką i schował za Yankesssem. Natomiast Mikasa, nawet nie myśląc o zdjęciu butów, pobiegła do salonu i przytuliła się do przyszywanego brata (tj. rzuciła się nań ;.; ~dop. autorka).
- Eren, martwiłam się! Nie rób więcej takich głupstw, bo pożałujesz! Jesteś cały!? - wołała wystraszona czarnowłosa, oglądając Erena dokładnie od stóp do głów.
- Oi, spokojnie, żyję przecież - jak widać.. Jesteś przewrażliwiona, to jest strasznie irytujące! Dałabyś mi się w końcu usamodzielnić!
- Gomene, Eren, naprawdę... Nie chcę tylko, by coś ci się stało. - puściła chłopaka i wbiła smutny wzrok w podłogę, a potem w osłupiałą Petrę z dziwnym wyrazem twarzy.
- O-Oh.. Rozumiem, ch-chyba... - poklepał siostrę po ramieniu, a potem się odwrócił i również spojrzał na Petrę, wyglądając przez ramię Yankesssa i nie zwracając na niego uwagi.
- Co jest, Petra? (nie, to nie miało brzmieć jak naśladowanie Jean'a, wcale, a wcale xD ~dop. autorka)
- Yankesss... Krwawisz. - powiedziała tylko, olewając docinkę Erena, po czym całkowicie zbladła.
- Co? - ten przyłożył sobie dłoń do czoła, a potem do nosa - Szlag, faktycznie! - po chwili Petra się ocknęła i podbiegła do niego sprawdzając mu temperaturę - Masz gorączkę, jesteś jeszcze osłabiony! - krzyknęła przestraszona.
- Niech weźmie zimny prysznic i spłucze tą krew, a potem położy. - wtrącił w końcu niezauważony jak dotąd Armin - Masz tu opatrunki, prawda, Petro?
- T-Tak, o-oczywiście, już wcześniej się nim zajmowałam... - odpowiedziała - Yankesss, łazienka jest na górze, kiedy skończysz, to mnie zawołaj, a ja ci założę opatrunek.
- Ee.. Zgoda.
- A z tobą - spojrzała z błyskiem w oczach na Erena - rozliczę się kiedy indziej. Masz szczęście, że są tu ludzie. - Eren w odpowiedzi tylko aktorsko odegrał przerażenie upuszczając poduszkę, stawiając nogę krok do tyłu, unosząc ręce na wysokość ramion i robiąc niby przestraszoną minę, na co dziewczyna zmarszczyła brwi i cicho prychnęła. Czasami chłopak stawał się naprawdę irytujący, coś się w nim zmieniło. Petra sądziła, że albo coś ukrywa, albo po prostu dojrzewa, jednak nie dociekała w tej sprawie. - Idiota. Yankesss, poradzisz sobie? - z oschłego tonu nagle zmieniła go na bardzo smutny i troskliwy.
- T-tak. Oczywiście, że tak... - odwrócił wzrok i speszony pognał do łazienki.
- Cieszę się, w razie co wołaj! - krzyknęła uśmiechnięta, po czym przybrała twarz psychopatki... Wróć. Przybrała postać Yuno Gasai [nie wiem jak można nie wiedzieć, o kim mowa, ale lepiej dodam załącznik http://www.zerochan.net/809920#full ;w; ~dop.autorka] i zakładając ręce za plecy pochyliła się nad Erenem. - Nigdy więcej się do niego nie zbliżaj. Inaczej porozmawiamy innym sposobem - wyciągnęła pięść i uśmiechnęła się psychicznie na myśl o krwi Erena na jej rękach.
- Cz-czekaj! K-Kapral L-Levi n-nie byłby zadowolony... - wystraszony zachowaniem Petry wziął najlepszy argument, który w tej chwili mógł wymyślić, aby się obronić. Wiedział, że jak to nie wypali, to będzie po nim..
- Levi Heichou? Ale co on ma do rzeczy? - dziewczyna wyprostowała się i kątem oka przyuważyła Armina trzymającego Mikasę, która najwyraźniej była gotowa wkroczyć do akcji.
- N-No ten... W końcu należymy do jego oddziału i w ogóle... Powinniśmy utrzymywać dobre kontakty ze sobą i współpracować.. Ch-chyba... - spuścił wzrok i zaczął pocierać nogą o podłogę, jak gdyby chciał coś dopowiedzieć, ale nie mógł. Petra zrobiła tylko pytającą minę i postanowiła już go dzisiaj zostawić w spokoju z myślą, że przemocą i tak nic nie zdziała.


~*~*~*~*~*~*~*~*  OPOWIADA YANKESSS  
~*~*~*~*~*~*~*~*


- Yankesss, poradzisz sobie? - zapytała mnie troskliwie i tak jakby... smutno? Sam nie wiem. Nie wiem nawet czy powinienem tej kobiecie ufać. Przecież dopiero co się poznaliśmy... Chociaż... Coś mnie do niej ciągnęło, definitywnie. Mówiła też, że zajmowała się mną kiedy zemdlałem.. No tak.. Od razu po przebudzeniu się poznałem tego anioła. Czy to, o czym ja teraz opowiadam ma w ogóle jakiś sens? Chyba nie...
- T-tak, oczywiście, że tak... - odwróciłem wzrok i pobiegłem do łazienki.
Po jaką cholerę ja się tak jąkam?! To strasznie niepodobne do mnie.. Odkąd tu jestem czuje się inaczej. Tak... swobodniej? Ale... Uh. Ta sytuacja jest dla mnie strasznie ciężka. Ci ludzie są... Dziwni? Irytujący? Ale właściwie czym ja się różniłem od nich?
Już po chwili byłem w łazience. Spojrzałem w lustro. Chyba nie wyglądałem tak źle... Oczywiście pomijając krew ciurkiem cieknącą mi z nosa i czoła.. lub gdzieś tam z głowy. Nie wiem. Dobra. Jednak wyglądałem tak źle. Cała grzywka lepiła mi się od krwi. Co mi się stało, to przez Erena?
Byłem strasznie zmęczony i osłabiony, wszystko mnie bolało. Moja jasna skóra była teraz jeszcze bledsza niż zazwyczaj. Zacząłem się martwić. Bolał mnie brzuch... Nie wytrzymam tego, cholera!
Zdjąłem z siebie ciuchy i wszedłem pod prysznic, gdzie już po chwili ze słuchawki wyleciał chłodnawy strumień wody. "Uch, jak dobrze. Tak zimno..." pomyślałem. Postałem tak z kilkanaście minut rozmyślając o całej sytuacji, rozważając wszystkie możliwe opcje, jak ja się tu w ogóle dostałem. Do tego świata. Do przeszłości. Oczywiście im więcej myślałem, tym bardziej bolała mnie głowa, więc nie wyciągnąłem z moich rozmyślań żadnych wniosków. Jednakże ten prysznic dobrze mi zrobił.
Zakręciłem wodę, wytarłem ręcznikiem moje włosy oraz ciało i ponownie się ubrałem. Zdecydowanie lepiej się czułem bez zlepionych krwią włosów.
Stwierdzając, że jakiekolwiek opatrunki będą zbędne, zszedłem od razu do salonu, gdzie zastałem tylko Petrę. "Goście" już chyba wyszli. Tym lepiej dla mnie. Kiedy brałem prysznic, coś mnie pchnęło i postanowiłem porozmawiać z piwnooką....









CDN.

sobota, 2 listopada 2013

Yantra - rozdział 1

Proszę o komentarze pod notką(*^ワ^*). Widzę tu sporo niedociągnięć, ale nie potrafię tego niestety poprawić. Bardzo przepraszam za tak długi czas oczekiwania, naprawdę miałam trochę przeszkód.
Tymczasem zapraszam do czytania~
----------------------------------------------------------------

Był już późny wieczór. Nie zwracając uwagi na dokuczliwą mżawkę, cmentarzem poruszała się postać. Mowa tu o - jego zdaniem - zwykłym piętnastoletnim chłopaku. Przez zamieszkanie w nowym mieście nie miał żadnych znajomych. Lubił.. kolekcjonować broń białą. Dla niego to nie było jakieś niezwyczajne - chodzenie po mieście z kilkoma nożami w torbie. Inne zainteresowania? Koty i gady. Oj tak, szalał za nimi. Sam miał taki "zwierzyniec" w domu składający się z trzech kotów i legwana zielonego. Nie mówiąc już o dwóch psach.
Srebrnooki szatyn ubrany był jedynie w jakieś schodzone, czarne trampki, ciemne, dość obcisłe spodnie przetarte na kolanach i szary podkoszulek. Czy było mu zimno? Może i tak, ale to na nim też nie robiło wrażenia. Ważne było dla niego coś innego. Rocznica.


Dotarł do miejsca na samym końcu cmentarza. Uklęknął przed dwoma grobami i spojrzał na nie. "Mamo, tato, dziś jest wasz dzień. Minęły trzy lata od waszej śmierci. Od tego wypadku samochodowego... Dobrze, że ten pijak, bezuczuciowy gnój zdechł w pierdlu... ". Na grobach postawił trzy znicze i tyle samo bukietów kwiatów. Kiedy się podniósł, by poprawić jeden ze zniczy, dostał czymś z całej siły w tył głowy. Zachwiał się, a potem waląc twarzą o nagrobek przewrócił. Sprawca uciekł, a chłopak leżał nieprzytomny między grobami z zakrwawioną twarzą.

~*~*~*~*~*~*~*~*

Leniwie począł otwierać zaspane powieki. Poczuł, że ma coś zimnego na czole. "Lód?..." dotknął tego miejsca, stwierdzając, że miał rację. Kiedy spróbował przetrzeć swoją twarz, strasznie zabolał go nos. Był zabandażowany. Ocknął się i wykrzyczał:
- CO TO ZA MIEJSCE?! - Spróbował jak najszybciej się podnieść z łóżka, jednak natychmiast zabolała go głowa, co poskutkowało wyłożeniem się na podłodze. - Szlag by to...
Nie miał siły, żeby wstać, więc zaczął się rozglądać po pokoju. Pomyślał, że tu przytulnie. Po przekrzywionym suficie wywnioskował, że znajduje się na piętrze. Większość rzeczy była wykonana z drewna. Meble, podłoga, jakieś figurki. "Gdzie ja jestem do cholery?!" Ponowił próbę podniesienia się, jednak znowu łupnął z hukiem na podłogę. W tym momencie usłyszał jak ktoś biegnie w stronę pokoju i z głośnym trzaskiem otwiera drzwi. Skierował wzrok w tamtą stronę. "Umarłem? Istny anioł..." - to pierwsze co mu przeszło przez myśl.
Ruda dziewczyna o piwnych oczach patrzała na niego z wielkimi wypiekami na policzkach i przyśpieszonym oddechem. Według niego, miała ciekawy strój. Ciemne kozaki z podwyższającym obcasem, białe spodnie i takiego samego koloru koszulę z kołnierzykiem, brązową kurtkę i przerzucony przez ramię zielony płaszcz. Zastanawiał się też, co owy anioł ma za styl, bo na całym ciele dziewczyna miała jakieś paski.. Spojrzał na nią pytająco i zatrzepotał rzęsami.
- Cześć! - Powiedziała przyjacielsko dziewczyna i usiadła przed nim pomagając mu się podnieść - Jestem Petra. A ty?
- Ja... Mów mi Yankesss. Miło mi cię poznać, Petro. Tylko.. Kurde, powiedz mi gdzie ja jestem i jak ja się tu znalazłem! - Spanikowany podniósł głos.
- Oh.. Jesteśmy za murem Rose. Znajdujemy się właśnie u mnie w mieszkaniu. Znalazłam Cię przypadkiem przy bramie, byłeś cały przemoknięty, we krwi a do tego nieprzytomny, więc się zmartwiłam i zaopiekowałam tobą. Jak widzisz przebrałam cię, bo twój stary strój się.. Po prostu się nie nadawał. Szczerze mówiąc był dziwny - Kiedy skończyła mówić podrapała się po głowie - Ale jesteś u mnie już drugi dzień, więc nie wiem czy twoi rodzice się nie będą martwić.. Poza tym to gdzie mieszkasz? - Yankesss nic nie rozumiał. Mur Rose? Brama? Spojrzał na swój strój. Był ubrany w białe spodnie i zgniłozieloną bluzkę ze sznureczkami, obok łóżka zauważył kozaki podobne do tych, co miała Petra, zapewne dla niego. Moment.. Ona go przebrała?!
- Nie rozumiem! Jaki mur, jaka brama, o czym ty mówisz?! Moi rodzice nie żyją! Zginęli! Chciałem ich odwiedzić na cmentarzu, ale... - "No właśnie, ale co? Co się stało?!" - chyba ktoś mnie wtedy uderzył i.. i nie wiem... - Petra zmartwiona popatrzała na niego i zaproponowała oprowadzenie go po okolicy, żeby sobie być może przypomniał miejsce zamieszkania. Dodała też, że współczuje mu utraty rodziców.
- Nie, to nic.. Ale z chęcią bym się przeszedł.
- Świetnie, weź te buty - Wskazała na opisane wyżej kozaki - Póki co możesz nosić te rzeczy, nic innego dla ciebie nie znalazłam. Mam nadzieję, że dobry rozmiar.
- Mhm, dziękuję.

~Podczas oprowadzania~

- Nie znam tej okolicy, nikogo i niczego nie poznaję. Jestem chyba w zupełnie innym kraju! - mówił przestraszony całą sytuacją Yankesss
- Kraj? - zapytała zdziwiona dziewczyna - Jaki kraj? Tutaj są tylko mury...
- Jak to?... A-Ale co z Japonią?
- Japonia... No tak. Było chyba coś takiego, ale jej istnienie nie zostało potwierdzone. Żyjemy tutaj, w tej klatce, bez świadomości co się znajduje poza nią. Należę do Oddziału Zwiadowców, razem z moją drużyną wyjeżdżamy poza mury by zabijać tytanów i poznawać ich tajemnice... - Yankesss prychnął
- Czy to jakiś żart? - Bąknął, nim zdążył się ugryźć w język. Mina Petry była całkowicie poważna - To znaczy.. No wiesz. Ja mieszkałem w Japonii, więc to dla mnie dziwne. Cofnąłem się w czasie, czy jak? Poza tym tytani nie istnieją, heh..
- Możliwe, że się cofnąłeś. W tym świecie nie wiemy nic o krajach. Tytani istnieją, próbują się tu przedostać i powyrzynać ludzkość, a my próbujemy ich powstrzymać. Wiesz.. Najlepiej jeśli zaprowadzę cię do Młodszego Kaprala Leviego, może on nam pomoże... - Petra usiadła pod drzewem, a po chwili milczenia, Yankesss zapytał:
- Kim jest Levi?
- Eh, tylko odnoś się do niego z szacunkiem, Yankesss. To mój przełożony, mimo wszystko mu ufam i zawsze chciałam się ustatkować u jego boku. Jestem strasznie z niego dumna! - Mówiła z zachwytem w głosie - Tak czy siak, muszę cię do niego zabrać, no i mam pewną prośbę.
- T-tak?
- Bądź dla niego miły, nie wyśmiewaj się z jego wzrostu, spojrzenia, lub czegokolwiek innego, bo to się dla ciebie źle skończy.
- Ee.. No ok. Postaram się.

~*~*~*~*~*~*~*~*

Trzy stuknięcia pięścią o drzwi. Zero odzewu. Ponowne stukanie.
- Wejść! - Usłyszeli głos Leviego
- Pamiętaj. Bądź grzeczny - Powiedziała uśmiechnięta Petra do Yankesssa, po czym otworzyła drzwi, zapraszając go do środka.
- Hm? - Levi wstał zza biurka i podszedł do dwójki. Kolekcjoner noży omal się nie udusił powstrzymując śmiech. Wielkimi oczami patrzał się na "karzełka", próbując zachować postawę - Co to za jeden?
- Kapralu, to Yankesss. Dwa dni temu przygarnęłam go do siebie i zaopiekowałam się nim, ponieważ był w opłakanym stanie. On... Nie wie jak się znalazł za murami, mówi, że mieszka w Japonii. Tak, w tym miejscu, o którym mówiła coś Hanji. Właściwie, to pomyśleliśmy, że mógł się cofnąć w czasie, więc zapewne ma jakieś informacje o życiu za murami..
- Dziwny przypadek, nie sądzisz, Petro? - Rivaille (czyli Levi) zaczął się przyglądać wysokiemu chłopakowi - Słuchaj, młody. Nie mam teraz czasu. Jutro o piątej rano Petra zaprowadzi cię do Hanji, u której będę czekał. Zadamy ci trochę pytań, może Hanji skusi się na jakieś badania nad tobą... Póki co zamieszkasz w podziemiach z Erenem.
- O-oi! R-Rivaille... A-A-Ale ja mogę go ugościć u siebie.. W końcu i tak mieszkam sama, a mam dość duże mieszkanie..
- Czy to byłby problem? - Zapytał Levi ich obu
- N-Nie - Wypalił Yankesss błądząc wzrokiem gdzieś za oknem
- A więc postanowione~! - Ucieszyła się Petra
- Coś jeszcze macie mi do powiedzenia?
- Cóż.. - Rudowłosa spojrzała na nowego kolegę - Chyba nie? - Raczej zapytała niż stwierdziła.
- W takim razie do jutra. Macie być punktualnie.
- Hai! - Krzyknęli w tym samym momencie, wychodząc z pomieszczenia.
- Petro..? - Zaczął niepewnie srebrnooki
- Tak?
- Czy to na pewno nie problem, bym u ciebie zamieszkał? Bo wiesz, ja nie mam pieniędzy ani nic.. Byłbym dla ciebie uciążliwy.
- Hej, nie smuć się~! Przecież sama ci to zaproponowałam. A raczej rozkazałam! Naprawdę.. Ja nienawidzę samotności, więc miło będzie mieć kogoś do towarzystwa~! A teraz.. zapoznam cię z Erenem, pewnie się polubicie. Co ty na to? - Wołała radośnie podskakując
- Jesteś cudowna *\\\\\\\* Jasne, iku zo! (jap. 'chodźmy')

~Pole treningowe~

- Eren! Mikasa! Armin! - Jak zwykle uśmiechnięta Petra zaczęła wołać trójkę przyjaciół - Chodźcie! Poznacie kogoś!
- O, Petra! - Eren szybko podbiegł i się przywitał, za nim Mikasa, a potem Armin, który prawie się wywalając, złapał Mikasę za szalik przypadkowo ją podduszając.
- Armin, idioto! Uważaj! Ekhe, ekhe (mistrzowsko opisany kaszel ;3; - dop. autorka) - Mikasa z mordem w oczach patrzała na niezdarnego blondyna
- G-Gomen.. - Armin przeprosił jak należy i szybko zmienił temat, witając się z nowym - Ohayo! Jestem Armin!
- A ja Mikasa. To jest Eren - przedstawiła przyjaciela
- Mikasa, kurcze! Nie wiem, czy wiesz, ale nie jestem dzieckiem i potrafię się przywitać!
- Eren, ja chcę tylko twojego dobra.
- A w czym to mi zaszkodzi niby, co?!
- Na przykład mógłbyś się zakrztusić śliną, co by się zapewne źle skończyło. Nie pomyślałeś o tym?
- Co?! Ej, słuchaj no..
- Eren! Grrr - Petra spojrzała się na całą trójkę wzrokiem "przestańciesiękłócićbopójdziecienakolacjędotytanów" i powiedziała, że mają się opanować.
- Eee... No ten.. He he he - Nerwowo się śmiejąc dodał - Jak już wiesz, jestem Eren - Podał szatynowi rękę, a pozostała dwójka wykonała to samo.
- Miło mi was poznać, jestem Yankesss - Chłopak uśmiechnął się przyjacielsko.
- Nigdy cię tu nie widziałem, skąd jesteś? - Zapytał Armin, robiąc podejrzliwą minę.
- No właściwie z nim to troszkę skomplikowana historia.. - Petra opowiadając o Yankesssie zaczęła się rumienić i żywo gestykulować rękoma, cały czas się uśmiechając, zupełnie jakby odpłynęła w inny świat. Wszyscy, włączając w to Yankesssa, patrzeli się na nią z politowaniem wyczekując końca. Nie mieli zamiaru słuchać jakie to było dla niej przeżycie, kiedy go przebierała, albo jak całą noc przy nim siedziała i czekała aż się obudzi.
- Oh.. Petra, stahp it. - Powiedział w końcu Eren, przeciągając się. Armin próbował właśnie powstrzymać ziewnięcie, Mikasa siedziała z tą samą miną co ciągle, a Yankesss.. zasnął - Zobacz, zanudziłaś go. Obudzić?
- Przepraszam, ale moim zdaniem on jest interesującym człowiekiem~! ...Może lepiej niech śpi. Pomożecie mi go zanieść do mojego mieszkania?
- Nie ma spra...
- Ja się tym zajmę. Eren, ty go lepiej nie ruszaj. Jeszcze się połamiesz albo coś. - Mikasa przerwała wypowiedź Erena, sądząc, że da radę go sama zanieść.
- No wiesz co?! Mówię ci przecież, że nie jestem dzieckiem! Czasami jesteś naprawdę wkurzająca, zaraz zobaczysz jak bardzo się połamię..! - Przerzucił chłopaka przez ramię i za pomocą trójwymiarowego manewru zaczął się kierować w stronę mieszkania Petry.
- Eren, zaczekaj! - Wykrzyknęły zmartwione dziewczyny i - również za pomocą trójwymiarowego manewru - zaczęły ścigać Erena
- Czekajcie wszyscy! - Armin zrobił to samo, jednak był jak zwykle daleko w tyle. Co poradzić?
- Oi, Ereeen!! Oddawaj Yankesssa!
- Eren, uważaj, bo coś sobie zrobisz!
- Dziewczyyynyyyy!
- Będę czekał u Petry, sayonara minna~!
- Szlag by Cię...

Cała trójka goniła za Erenem i Yankesssem, starając się utrzymać odpowiednie tempo. No.. Może oprócz Armina, który ciągle próbował przyśpieszyć ale... Po prostu nie mógł. Petra miała tylko nadzieję, że brązowowłosy dotrze do mieszkania z Yankesssem w jednym kawałku. Już wiedziała, jak ma się później rozliczyć z Erenem.....









CDN.